Uczmy dziecko granic

„Wielki chaos”…. spróbujmy go sobie wyobrazić. Określenie to kojarzy się nam głownie z początkiem wszechświata, ale użyłam go tutaj celowo, jako metaforę życia psychicznego każdego człowieka przychodzącego na świat. Z każdym dniem po narodzinach środowisko opiekujące się dzieckiem, rodzicie, a w najwcześniejszym etapie głównie matka, realizują mozolny, żmudny, ale jakże fascynujący proces ogarniania i porządkowania tego chaosu pierwszych doznań i przeżyć dziecka. Najpierw dokonuje sie to w sposób zupełnie intuicyjny i naturalny. Gdy dziecko doświadcza nieprzyjemnych bodźców głodu, choć samo nawet nie wie, że to głód, mama odczytuje tą potrzebę i karmi je, gdy pieluszka moczy, mama przewija, gdy coś dziecko przerazi, mama przytula i uspokaja, gdy jest zmęczone, mama pomaga zasnąć przyjemnie kołysząc. W ten zupełnie naturalny sposób mama ogarnia nieprzyjemny i przerażający chaos bodźców zupełnie nowych dla noworodka. Krok po kroku poprzez troskliwą opiekę i rozwijający sie kontakt psychiczny i fizyczny między dzieckiem i jego opiekunami, dziecko uczy się jak wygląda świat wokół niego, powoli zaczyna doświadczać wyodrębniania się jego własnej osoby z tego świata i tego, że w świecie tym oprócz niego istnieją jeszcze inni ludzie, którzy mają własny świat przeżyć. Uczy sie jak żyć z tymi ludźmi. Brzmi to trywialnie, lecz proszę wierzyć, że każde z tych elementów rozwoju jest bardzo ważnym i skomplikowanym etapem o wielkiej wadze dla kształtowania sie dorosłej osobowości człowieka.

No a co z tym przedszkolakiem, w końcu przebrnął on już przez pierwsze fazy wynurzania się z chaosu psychicznego. Nie oznacza to jednak, że proces ogarniania i porządkowania jego świata został zakończony. Bo oto przedszkolak dokonuje właśnie zmian rozwojowych wielkiej wagi i znaczenia, wkracza z całym impetem w świat norm i reguł życia społecznego. W pewnej mierze przygotowali go już do tego rodzice, ale teraz przedszkolak uczy się życia w grupie niekoniecznie bliskich mu osób, często zupełnie nieznanych, czasem wzbudzających lęk, mających od niego wymagania. Musi w tym świecie odnaleźć się, przetrwać i uzyskać taki poziom bezpieczeństwa i pewności siebie, by realizować w tym społecznym odniesieniu inne ważne cele, np. edukacyjne. Nie bez powodu dojrzałość szkolną dziecka ocenia się m.in. na podstawie takiego kryterium, jak dojrzałość społeczna i emocjonalna, gdyż nawet przy wysokich zdolnościach intelektualnych, ale przy braku umiejętności bycia w grupie, klasie, uczenia sie i stosowania do reguł w takiej grupie obowiązujących, będzie bardzo trudno dziecku korzystać z wysokich zdolności umysłowych.

Wkraczanie w świat społecznych norm, reguł, zasad i granic przypomina wjechanie samochodem do zatłoczonego centrum ogromnej metropolii, tyle, że nagle okazuje się, że w miejscu tym nie ma żadnych wskazówek i oznakowań, jak się poruszać, nie ma znaków, świateł, pasów jezdni, nic. Przedszkole i pedagodzy pracujący z dziećmi z czasem zaczynają wprowadzać w zdezorganizowane działania dzieci reguły, zasady, granice i rytuały, które pozwalają uporządkować funkcjonowanie dzieci w tym nowym miejscu. W ten sposób przygotowują je do bycia w innych środowiskach społecznych, klasie szkolnej, i innych grupach. Rodzina jednak przez cały czas ma, i powinna mieć, dominującą rolę w uczeniu swojego dziecka reguł i zasad społecznych i interpersonalnych. Bez tego maluch nie będzie umiał skorzystać z nauki pań w przedszkolu, będzie doświadczał niespójności oddziaływań domu i przedszkola, niespójności rodzącej niepokój i zagubienie. Środowisko przedszkolne uczy wyraźnych i konkretnych granic. To co w domu jeszcze uchodziło na sucho, w przedszkolu już nie ujdzie, nawet jeśli pani nie zgani niewłaściwego zachowania, to grupa dzieci surowo da odczuć, zawstydzi, odrzuci. Dom rodzinny musi także uczyć granic i zasad. Ma w tym nawet bardziej znaczącą i pierwotną rolę. Buduje fundamenty. Dom robi to poprzez np. wyznaczanie planu dnia, stałego porządku codziennych przewidywalnych i objętych pewnymi regułami czynności, poprzez rytuały i tradycje rodzinne, np. czytanie bajki na dobranoc każdego dnia. Dla dorosłych takie funkcjonowanie jest nudne, ale dla dzieci wręcz rozwojowo konieczne. Także poprzez wyznaczenie prostych ale jasnych dla dziecka zasad: co wolno, a czego nie wolno, co jest właściwe, a co nie, za co spotka kara, a za co nagroda. Dom dobrze uczący reguł i granic, to dom przewidywalny, stabilny, stały, w którym dziecko wie, co może je spotkać po takim, czy innym działaniu, gdzie wyjaśnia się (a przedszkolak to mały człowiek, który potrafi już korzystać z wyjaśnień!), co jest dobre, a co złe, co jest zagrażające i czym grozi, co wywoła zadowolenie i podziw otoczenia, a co dezaprobatę i odrzucenie, co sprzyja przyjaźni, a co krzywdzi innych i przysparza wrogów. Dzieci potrzebują nazywania i oceniania ich zachowań, gdyż same tego jeszcze nie potrafią. Nie karćmy dzieci za robienie czegoś, czego jeszcze nikt im nie wytłumaczył i nie nazwał jako niewłaściwe. Dzieci potrzebują przewodników, którzy pozwalają im doświadczać i rozwijać się, ale jednocześnie omawiają z dzieckiem to, co się dzieje, pomagają przewidywać konsekwencje, których dziecko ma prawo jeszcze nie umieć przewidywać. Potrzebują przewodników, którzy z troską stawiają jasne i stałe granice zachowań i nie pozwalają ich przekraczać, odwołując się do rozsądnych sankcji i kar, ale przede wszystkim nagradzają i chwalą przejawy stosowania się i przestrzegania reguł, lub przynajmniej przejawy starań, o to by ich przestrzegać. A wszystko to z przekonaniem, że jedynie tą drogą mogą skutecznie i bezpiecznie wprowadzić dziecko w życie społeczne i zapewnić mu tam względne bezpieczeństwo.

Dziecko nie znające granic, żyjące w chaotycznych, nie uczących reguł lub uczących niespójnych reguł środowiskach, to dzieci z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa. Jeszcze raz odwołam sie do porównania z jazdą autem po zatłoczonym centrum metropolii, w którym nie ma żadnych oznakowań. Zwłaszcza kierowca potrafi wyobrazić sobie przeżycia towarzyszące takiej jeździe: strach co się wydarzy, co mnie spotka, co będzie jak zareaguję tak, a co sie wydarzy gdy postąpię inaczej, lęk, niepokój, dezorientacja.

Dlatego niedługo trwała sława doktryny „bezstresowego wychowania”, które sugerowało, że nie powinno się dzieciom niczego narzucać i pozwolić na rozwój poprzez nieskrępowana swobodę działań i decyzji. W takiej sytuacji dziecko zostawało bez przewodnika, mapy, kompasu i znajomości zasad „ruchu”. Nie trzeba było długo czekać na negatywne skutki takiej koncepcji wychowania.

Trzeba mieć świadomość, że nauka reguł i granic to inwestycja w poczucie bezpieczeństwa dziecka, a rodzic, który cierpliwie i konsekwentnie uczy stałych, konkretnych i jasnych granic, gdy jest przy tym, zdecydowany, ale i troskliwy, to w przeżyciu dzieci rodzic silny, dający oparcie i stabilność. Nie ma poczucia oparcia w rodzicu dziecko, które zdominowało swojego opiekuna i manipuluje nim z powodu braku jasnych reguł i konsekwencji.

Na koniec krótko zachęcam …. zróbmy czasem refleksję jakimi przewodnikami jesteśmy dla naszych dzieci.

Przygotowała

Katarzyna Zygmunt

psycholog z Publicznej Poradni

Psychologiczno-Pedagogicznej w Oleśnie